Please select a page for the Contact Slideout in Theme Options > Header Options

„Pyszna środa” – pełna uroku i niebanalnego humoru lektura obowiązkowa na lato

„Pyszna środa” – pełna uroku i niebanalnego humoru lektura obowiązkowa na lato
11 lipca 2018 Redakcja DZIECI

Mamy lato w pełni; kuszące barwnymi owocami, w których zawiera się tyle nadzwyczajności – począwszy od przyjemnie słodkiego czy zaskakująco kwaśnego smaku, orzeźwiającego miąższu, chrupiącej skórki. Latem jedzenie nabiera tyle zmysłowości, że naprawdę trudno oprzeć się pokusie.

Tym bardziej cieszy fakt, że właśnie latem pojawiła się książka niezwykła – z tych, która bawi i dziecko i czytającego mu dorosłego, pełna uroku, niebanalnego humoru i osobliwych bohaterów, choć gdyby obiektywnie się jej przyjrzeć, przedstawiona historia nie ma w sobie czegoś wielce odkrywczego. „Pyszna środa” Ivy Prochazkovej (wyd. Afera, 2018) przedstawia losy z pozoru zwyczajnej dziewczynki, którą porzuconą w wieku niemowlęcym znajduje w pociągu konduktor Młynek (galeria postaci i wysmakowane nazwiska bohaterów są niewątpliwym atutem opowieści). Od tej chwili rozpoczyna się droga małej Hesi, która najpierw trafia do izby dziecka, by po kilkunastu miesiącach zasilić szeregi domu dziecka Słonecznik. I choć temat niełatwy, Prochazkova odczarowuje go, a właściwie zaczarowuje postacią owej dziewczynki, przy której inne niemowlęta przestają płakać, a dzieci i dorośli czują się lepiej. Sam Słonecznik to także miejsce nietuzinkowe przede wszystkim dzięki pani Pralince, dyrektorce, która nie ma głowy do kar czy nagród albo ustalania dyżurów w kuchni. Ma za to silne wewnętrzne przekonanie o tym, że im bardziej zarośnięty jest ogród, tym większą wyobraźnią wykazują się jego małoletni użytkownicy codziennie ewoluujący w plemiona Indian czy łowców mamutów. Pani Pralinka jest postacią, która z szacunkiem i uwagą pochyla się nad każdym dzieckiem, co z pewnością doceni każdy dorosły, któremu bliskie jest rodzicielstwo bliskości, gdyż wiele z tej filozofii wychowania, czy raczej towarzyszenia dziecku w dorastaniu, jest obecne w książce.

Hesia „wrasta w Słonecznika” czując się na tyle dobrze wśród gromady dzieci o bardzo różnorodnych charakterach, że pewnego dnia na jej głowie pojawia się… jabłko. Odtąd owoce rosną w jej włosach regularnie i z coraz większą intensywnością wystarczającą, by móc raz w tygodniu piec dla całego domu jabłecznik z cynamonem. Czytając tę książkę nabiera się nie tylko ochoty na natychmiastowe schrupanie owocu (jak i ciasta rzecz jasna!), ale można dostrzec w tej nieco surrealistycznej historii piękną metaforę. Oto Hesia dzieląc się tym, co w niej najlepsze, obdarza dzieci miłością i poczuciem harmonii; pokój dla chorych pustoszeje, a unoszący się zapach szarlotki dopełnia wizji tej sielanki. Do czasu… Jak w każdej dobrze skonstruowanej opowieści, tak i tu pojawia się nieoczekiwany zwrot akcji pod postacią pan Henryka Burego – na tym można zakończyć streszczenie książki, sam bowiem przydomek wiele już sugeruje. Zaznaczę jedynie, że spodziewać się możemy pogodnego zakończenia.

Mnie w szczególności ujęła aura tego opowiadania. Prochazkova fenomenalnie wzbogaca codzienność o elementy magiczne, które w swej surrealności są zabawne, ale też mądre. Jak na czeską literaturę i kulturę przystało, realizm miesza się ze snem, tworząc rodzaj „półświata”, jaki znamy np. z filmu „Ogród” Martina Šulíka (1995) czy bliższych nam zapewne realizacji Jana Jakuba Kolskiego. W zabiegu tym śmiało można doszukiwać się czegoś głębszego niż wprowadzenie absurdu li i jedynie dla urozmaicenia historii – jabłko to owoc szczególny, na pewno nie pojawia się tutaj przypadkowo. Narracja poprowadzona jest w prosty i inteligentny sposób, dobrze wyważone elementy wywołujące śmiech, wzruszenie czy smutek dają szansę na oswojenie się z różnymi emocjami. A wspomniana przez mnie magia dodaje lekkości bądź co bądź tematowi trudnemu, jakim jest sam fakt przebywania w sierocińcu. Na szczęście Słonecznik to prawdziwy DOM Dziecka, w którym jest miejsce na wszelkie osobliwości i każdy może poczuć się tu dokładnie takim, jaki jest. Za oprawę graficzną odpowiada Kasia Michałkiewicz-Hansen, która lekko i dowcipnie ilustruje specyficzny humor opowieści, a jej rysunki przywołują na myśl świetnie skrojone ilustracje satyryczne, które towarzyszą nie narzucając się i świetnie dopełniają zgrabną całość. A zatem… pysznej lektury!