Please select a page for the Contact Slideout in Theme Options > Header Options

„Balbina i Bambak. Pralka w lesie” – recenzja

„Balbina i Bambak. Pralka w lesie” – recenzja
7 lutego 2019 Redakcja DZIECI

Skok w wyobraźnię

Jakże przyjemnie jest móc w nieskrępowany sposób puścić wodze fantazji. Dryfować niczym w surrealistycznym śnie, w którym o dziwo znane i rzeczywiste elementy przeplatają się w niemożliwych okolicznościach, sytuacjach i zestawieniach. A jednak my, dorośli, których umysły od lat ćwiczone są w ujmowanie wszystkiego w ramy specjalnego znaczenia, przyzwyczajeni jesteśmy do tabel ponoć ułatwiających życie i schematów pozwalających łatwiej kontrolować otaczającą rzeczywistość. Ale czy na pewno są to przydatne narzędzia? I czemu, lub właściwie komu, mają służyć?

Dzieci wiedzą lepiej, ich sny swobodnie przeplatają się z codziennością, a wyobraźnia podpowiada niezwykłe i zdecydowanie nieszablonowe rozwiązania. Po cichu (choć są i tacy, którzy przyznają się do tego otwarcie) zazdrościmy im kreatywnego myślenia i umysłów, które pozostają w nieustannym ruchu. Zdecydowana większość rodziców, prędzej czy później, doświadczy też nieziemskiego stanu obcowania z wymyślonymi historiami i ukrytymi w zaroślach stworzeniami, które widziane są tylko przez wyjątkowe soczewki dziecięcych oczu. Balbina, dziarska brunetka o dużych oczach, przyjaźni się na przykład z Bambakami. Który to fakt nie zdziwi małych czytelników, w konfuzję wprowadzić może jedynie ich nieco starszych opiekunów.

Lud Bambaków mieszka w lesie, na wzgórzu nieco przypominającym górę wulkaniczną. Gdy Balbina w drodze do zerówki napotyka Bambaka Zygmunta, nie potrafi odmówić pomocy przyjacielowi będącemu w potrzebie. W taki niezobowiązujący sposób rozpoczyna się surrealistyczna przygoda tytułowej bohaterki książki „Balbina i Bambak. Pralka w lesie” (wyd. Tadam, 2018), którą napisał i wyrysował Jacek Frąś. Każda strona przynosi kolejne perypetie i zwroty akcji, co ciekawe całość ma zaledwie zarys fabuły, zdecydowanie bardziej przypominając ciąg sennych fantasmagorii tylko subtelnie ocierających się o rzeczywistość. A jednak dzieci akceptują taki rozwój wydarzeń, ich wrodzona otwartość na język abstrakcji (a którego tak bardzo obawiają się przeszkoleni i wyedukowani dorośli) sprawia, że lektura takiej książki może stać się po prostu bardzo zabawnym i ciekawym ćwiczeniem z myślenia. Kto bowiem ma prawo odmówić pralce umiejętności chodzenia czy transformacji w leśne jacuzzi, ba! kto byłby w stanie udowodnić, że kąpiel w błocie z przyjaciółmi nie jest dobrą zabawą? I mniej ważne jest, czy przyjaciółmi są dzieci z zerówkowej grupy, czy gromada wesołych Bambaków.

Plastycznie „Balbina i Bambak” wpisuje się niemal w ramy fabularyzowanego komiksu, przede wszystkim dzięki graficznym, komiksowym właśnie ilustracjom Jacka Frąsia. Las widziany z nieco niecodziennej perspektywy, niezwykli bohaterowie i mocne kolory świetnie dopełniają surrealistycznej całości, która spodoba się miłośnikom nieszablonowej literatury.

Naprawdę warto otwierać się na takie pomysły, chociażby, by dać się zaskoczyć. Niemal wiek temu Andre Breton z zaprzyjaźnionymi artystami zebrali swoje przemyślenia w manifest surrealizmu, w 1925 roku powołano do istnienia Biuro Poszukiwań Surrealistycznych – w deklaracji tegoż zapisano znaczące słowa: Surrealizm nie jest nowym czy też ułatwionym środkiem wyrazu ani nawet metafizyką poezji; Jest natomiast sposobem całkowitego wyzwolenia ducha. A o u ducha trzeba dbać. W każdym wieku.