Please select a page for the Contact Slideout in Theme Options > Header Options

Cuda-wianki-rymowanki. O leworęcznym Konciu

Cuda-wianki-rymowanki. O leworęcznym Konciu
20 września 2026 Redakcja DZIECI

10. O leworęcznym Konciu

W pewnej małej wsi, między lasem, polem i stawem, mieszkał z rodzicami mały Koncio. Żyło im się dobrze, wszyscy byli pracowici i niczego im nie brakowało. Tylko mały Koncio miał pewną przypadłość, która przyprawiała rodzicom trosk. Był on dzieckiem bardzo żywym, wszędzie było go pełno, miał mnóstwo energii i zawsze znajdował sobie powód do śmiechu. Jednak los chciał, że jego prawa rączka była bardzo, bardzo słaba. Ledwie potrafił utrzymać nią kubeczek, nie mówiąc już o zataszczeniu worka kartofli do piwnicy lub chociażby odgarnięcia śniegu z podwórza w zimowe poranki. Koncio jednak nic sobie z tego nie robił, pracował jak mógł i bawił się na całego. Najbardziej lubił robić wygibasy, przewrotki i kręciołki. Potrafił skakać wysoko jak kangur, kręcić się na głowie, zaś jego popisowy numer, który zachwycał wszystkie okoliczne dzieci, to stanie nie na dwóch, a tylko na jednej, lewej ręce. Inne dzieci próbowały jak mogły naśladować Koncia, ale nikomu to nie wychodziło. Tak był gibki i wartki.

Był więc dzieckiem bardzo szczęśliwym. Ale jego rodzice martwili się. Pewnego wieczoru podsłuchał rozmowę rodziców, jego tatuś smucił się

– Co też będzie z tego naszego Koncia, ledwo potrafi łyżką do buzi trafić, gdy je prawą ręką i do żadnej poważnej pracy też się nie nadaje.

– Koncio słysząc to zrobił się bardzo smutny. Nigdy nie myślał, że jego słaba rączka przyprawi rodzicom trosk, a jemu może utrudnić życie.

Los chciał jednak, że pewnego dnia niedaleko wsi przyjechał cyrk. Czegóż tam nie było: oswojony lew, miotacz noży, akrobaci różnej maści. Wszystkie dzieci oglądały zachwycone, z zapartym tchem wyczyny cyrkowców. A małemu Konciowi zaświtał w głowie pewien pomysł. Po zakończonych występach podkradł się za kurtynę i wypatrywał dyrektora cyrku. A trzeba powiedzieć, że do strachajłów nie należał i zawsze próbował wszystkie swoje pomysły wprowadzać w czyn. W końcu dyrektor zjawił się. Koncio skoczył ku niemu i rzekł

– drogi dyrektorze, czy znalazłbyś chwilkę czasu dla mnie, chciałbym pokazać ci parę moich wygibasów.

– Dyrektor zaskoczony, ale także pod wrażeniem odwagi chłopca natychmiast zgodził się. A Koncio starał się jak mógł, by zadziwić dyrektora. Robił przewrotki, skoki, kręciołki, aż przyszedł czas na jego specjalność.

– Niech pan uważa dyrektorze, teraz pokażę panu coś super!

– I zaprezentował mu swój numer popisowy: stanie na lewej ręce.

Dyrektor był zachwycony. Natychmiast zaproponował małemu, że weźmie go ze sobą w trasę. I tak Koncio został światowej klasy cyrkowcem, zobaczył zakątki, o których nie śniło mu się w najskrytszych marzeniach. I nikomu nie przeszkadzało, że jadł i pisał lewę ręką,