Please select a page for the Contact Slideout in Theme Options > Header Options

„Dokąd idziemy, kiedy znikamy?” Isabel M. Martins (wyd. Kinderkulka, 2018) – recenzja

„Dokąd idziemy, kiedy znikamy?” Isabel M. Martins (wyd. Kinderkulka, 2018) – recenzja
30 października 2018 Redakcja DZIECI

Graj aniele ciszy graj

 

Bywają książki tak poruszające, że wraca się do nich po wielokroć, najpierw czytając na szybko – z czystej ciekawości poznania nowej historii, a potem na spokojnie, by nie przegapić żadnego szczegółu czy wątku i mieć pewność, że znalazło się każdy detal precyzyjnie budujący przemyślaną całość. To książki odważne, stawiające dzieciom poważne pytania, bez obawy przed wywołaniem traumy, wprost przeciwnie – mądrze, z szacunkiem i uważnością na ich własne rozumienie świata i emocje z tym związane.

„Dokąd idziemy, kiedy znikamy?” Isabel M. Martins (wyd. Kinderkulka, 2018) już w samym tytule zawiera jedno z kluczowych pytań, śmiało zadawane przez dzieci, a wprawiające w duże onieśmielenie dorosłych. Wiele zależy od naszego własnego doświadczenia, obserwacja otoczenia uczy jednak, że rodzice, dziadkowie oraz inni przewodnicy dziecka po bliskim mu świecie uchylają się od odpowiedzi, bojąc się, by nie zadać bólu na wyrost, nieadekwatnego do wieku pytającego. Tymczasem dzieci mają w sobie dużo wrodzonej mądrości, której można co jedynie zazdrościć i się nią inspirować.

Isabel Martins przyjmuje właśnie pozycję dziecięcych oczu, obecnej w książce śmierci ani razu nie nazywając wprost po imieniu, a jednak wcale jej nie infantylizując. Z kolejnymi wersami podąża raczej za tokiem myślenia, który może pojawić się w każdym umyśle małej istoty, bo czym jest samo zniknięcie człowieka z naszego życia? Autorka bada temat na różne sposoby, odwraca czasem przysłowiowego kota ogonem, zadaje pytania, podpowiada rozwiązania żadnemu jednak nie dając prawa bycia pierwszym i niepodważalnym. W te wolno płynące rozważania wplata wątki przemijania czasu i przyrody, początków i końców kwiatów, roślin, liści, wakacji. Kałuż idących do nieba i powracających z powrotem na ziemię. Śniegu, w którego istotę wpisane jest topnienie. Hałasu i ciszy, życia i snu, słońca i skał. I niczym prawdziwy filozof pozostawia nas przed różnymi ścieżkami, a każda z nich daje promień nadziei, bo ostatecznie Nic to zbyt puste miejsce, aby ktokolwiek tam był.

Równie fantastyczna jest oprawa graficzna tej książki, znana już polskim czytelnikom Madalena Matoso („Klapu klap”, „Opowiedz mnie” i podobna w temacie „Czas czarodziej” wyd. Babaryba, „W naszym domu jest” wyd. Wytwórnia – część z nich napisana w duecie z I. Martins, „Czary” wyd. Tako) w bardzo poetycki sposób obrazuje refleksje stanowiące temat publikacji. Głęboka czerń ciężkich liter na okładce pojawia się także w topornej linii, symbolicznej drogi  obecnej na każdej kolejnej stronie. Czytelnik podąża za myślami autorki i kroczy wyrysowaną mocnym konturem ścieżką, metaforycznym trzonem opowieści oraz obrazu. Pozostałe elementy są jego dopowiedzeniem o mocnej ekspresyjnej postaci, intensywnej barwie i płaskiej plamie.

Z oczekiwaniem i radością sięgam po takie książki, zyskując piękne i mądre narzędzia do rozmowy o sprawach istotnych, a niełatwych dla każdego. A jeśli ten ważki temat podany jest jeszcze w tak subtelnej i poetyckiej, a jednocześnie o dziwo zwyczajnej i zrozumiałej formie, pomóc może całej rodzinie w próbie zrozumienia tęsknoty za tymi, którzy zniknęli z naszego życia.