Please select a page for the Contact Slideout in Theme Options > Header Options

„Dzień, w którym kredki znalazły przyjaciół”. Recenzja

„Dzień, w którym kredki znalazły przyjaciół”. Recenzja
2 sierpnia 2026 Redakcja DZIECI

Przyjaciel mój umie żyć za dwóch

– śpiewał przed laty w znanym dziecięcym przeboju Krzysztof Antkowiak. Przyjaźń to relacja, o którą warto i trzeba zabiegać, życie samemu bywa może przyjemne, ale na dłuższą metę bardzo trudne. Dlatego im starsze są moje dzieci tym bardziej myślę o tym, że jedną z najważniejszych lekcji, jaką możemy im dać jako rodzice to naturalną tęsknotę za drugim człowiekiem.

Autorzy literatury dziecięcej o przyjaźni opowiadają na różne sposoby. Czasem sytuują narrację w konkretnym miejscu i czasie, czasami przyprawiają rzeczywistość akcentami fantastyki. Bywa też, że sięgają po ujęcia symboliczne, nawet zabawne czy nieoczekiwane, a jednak niosące wiele mądrości do przemyślenia.

Tak czytam książkę Drew Daywalta „Dzień, w którym kredki znalazły przyjaciół” (wyd. Kropka, 2026). To kontynuacja fenomenalnych kredkowych fabuł i literackich bestsellerów – możecie o nich przeczytać tutaj.

Dominik znów odkrywa nieobecność kredek w pudełeczku. Tym razem nie miały jednak dość swoich ról, nikt ich nie zgubił, a… po prostu ruszyły w świat czując potrzebę nawiązania relacji. Drew Daywalt z wielkim poczuciem humoru nawiązuje do poprzednich części, a Oliver Jeffers ponownie ilustruje jego szalone pomysły z lekkością oraz trafnością. Czerwona kredka dołącza do brygady gaszącej nieprawdziwe pożary. Beżowa kredka pod lodówką odkrywa zagubione stadko psich ciasteczek, co budzie w niej powołanie do pasterstwa. Zielona z miłością pochyla się nad kiełkującymi roślinami.

Szybkie spojrzenie na piórnik i wyobraźnia od razu galopuje daleko, a czysta biała kartka staje się polem do najprawdziwszych i nieokiełznanych przygód. Co postanowi Dominik? Jak wykorzysta opowieści zawarte w listach od kredek? Czy znów zaskoczy wszystkich swoją koncepcją i artystycznym działaniem?

Jest w tych rysowanych i kolażowych przygodach kredek wiele z dezynwoltury dzieciństwa. To zdecydowanie dobra okazja do tego, by świadomie wyjechać rysikiem za linię, podmienić kolor, rozbroić zasady realnego świata. A przy tym pochylić się nieco nad tym, czego potrzebujemy w relacji z drugim człowiekiem. Przecież nawet kredka potrzebuje przyjaciela.

Barbara Górecka / Dom Bajek