W papieskim pałacu, Rzym XVI w.
Kto z nas nie marzył o podróży w czasie? Możliwości przeniknięcia przez wieki, zobaczenia, jak to było kiedyś naprawdę? Czy to, o czym uczymy się na lekcjach w szkole miało odzwierciedlenie w rzeczywistości? Jacy byli ludzie przed nami? Jak powstawały wywrotowe teorie, wspaniałe dzieła sztuki? Jak pisała się historia?
„Kot Leonarda da Vinci” (wyd. ToTamto, 2024) to książka, po którą warto sięgnąć z kilku powodów. Uwagę przyciąga pieczołowicie przygotowane pod kątem edytorskim wydanie – twarda okładka z połyskującymi literami, barwione brzegi stron, wstążka w roli zakładki, dyskretne czarno-białe ilustracje autorstwa Paula O. Zelinsky’ego. Jednak to, co szczególnie rozbudza wyobraźnię to literacki koncept amerykańskiej pisarki Catherine Gilbert Murdock.
Autorka scala w wartkiej fabule kilka wątków, łącząc dwa światy – współczesne amerykańskie New Jersey oraz Rzym z początków XVI w. Historię poznajemy najpierw oczami Federico Gonzagi, chłopca mieszkającego w pałacu papieskim, będącym zakładnikiem Jego Świątobliwości. Panicza z bogatego dworu, strojnego i wykształconego, który z uwagą przygląda się największym renesansowym twórcom tego czasu: Rafaelowi, Michałowi Aniołowi czy Bramantemu. Jednak to zapomniany wynalazek Leonarda da Vinci okaże się kluczowy dla narracji. A jest nim osobliwy drewniany mebel…
Po drugiej stronie opowieści (historii?) jest Herbert Bother, choć ten pojawia się bardziej jako zapowiedź wizyty innej postaci. To Beatrice, w skrócie Bee, to rówieśniczka Federico, która dzięki splotowi nieoczekiwanych okoliczności ląduje w szesnastowiecznym pałacu watykańskim. Dziewczyna cofa się w czasie o pięćset lat, towarzyszy jej tajemnicza kotka Junona oraz sprawa osobliwego portretu autorstwa Rafaela…
Catherine Gilbert Murdock pieczołowicie przywołuje szczegóły życia dworskiego w rozkwicie renesansu, sprawnie łączy wątki fabularne, z precyzją nakreśla kolejne sceny. Jest w tej powieści szczypta wątku przygodowo-detektywistycznego, jest odrobina barwnie podanej historii oraz historii sztuki, jest humor i pomysł. Są też dobrze skrojone postaci oraz ciekawie zarysowana nić rodzącej się przyjaźni.
Może i Was skusi przyciągający uwagę wzrok Junony? Miau!
Barbara Górecka / Dom Bajek






