Osobliwy splot nieoczekiwanych wydarzeń
Czasami wszystko toczy się zupełnie najzwyczajniejszym torem. Nawet nieco nudnawym, co tu dużo kryć. Czasami jednak świat serwuje nam prawdziwy kołowrotek wielu wydarzeń, szaleństwo emocji i sytuacje wydawałoby się niemożliwe… a jednak!
Jean-Luc Fromental w brawurowy sposób opisuje rodzinną drogę na lotnisko. Rodzice i dzieci wybierają się na urlop, jednak szybko okazuje się, że dotarcie z domu do portu lotniczego jest wyzwaniem z cyklu wymagających niebagatelnych akrobacji. „O, rety!” (wyd. Tatarak, 2023) to szalona, dziejąca się w błyskawicznym tempie przygoda, której kolejne odsłony nie pozwalają na zachowanie wewnętrznego spokoju. A wszystko zaczyna się od cioci Roberty szukającej okularów, późniejszego wypadku taksówki (jak dobrze, że listonosz na rowerze uniknął zderzenia z autem!), gargantuicznego korku w centrum miasta, awarii metra, przypadkowego wtargnięcia na plan filmowy teledysku, podróży wściekle różową limuzyną, zamknięcia dzielnicy przez służbę ochrony państwa… Mało? W tym momencie akcja dopiero się rozkręca!
Każda rozkładówka tej książki zilustrowana przez Joëlle Jolivet, która w duecie z autorem tekstu współpracuje już od pewnego czasu, tętni feerią kształtów i barw. Obrazy płyną jakby zostały wyłowione ze swobodnego strumienia surrealistycznych pomysłów, to co niemożliwe dzieje się tutaj naraz i w nadzwyczaj zawrotnym tempie. Lektura książki niesie nie tylko świetną zabawę oraz sympatycznie łaskoczące napięcie (czy zdążą na samolot…?), ale też pobudza wyobraźnię do łączenia w całość różnych szczegółów. Wyjaśnienie wizualnych podpowiedzi, które ostatecznie składają się na bardzo logiczną układankę znajduje się na końcu książki.
„O rety!” jest jak kalejdoskop wypełniony kolorowymi szkiełkami, wirujący pod wpływem nacisku bączek, wielki pokaz fajerwerków czy roztańczony tłum na rockowym koncercie. Duży format książki dodatkowo wzmacnia jej dynamiczny charakter, prowokując do wpatrywania się w złożone i wieloelementowe ilustracje.
Dajcie się porwać tej poetyce, ma ona w sobie coś z pokazu magicznych sztuczek, podczas którego nigdy nie jest się pewnym, co się za chwilę wydarzy.
Barbara Górecka







