Please select a page for the Contact Slideout in Theme Options > Header Options

„Słońce. Księżyc. Gwiazda” – unikalny projekt wydawniczy już w Polsce!

„Słońce. Księżyc. Gwiazda” – unikalny projekt wydawniczy już w Polsce!
19 grudnia 2018 Redakcja DZIECI

Oszczędność słów, wysmakowana grafika i zupełnie nowe spojrzenie na historię Bożego Narodzenia. „Słońce. Księżyc. Gwiazda” to unikalny projekt wydawniczy jednego z najpopularniejszych pisarzy naszej epoki oraz błyskotliwego projektanta graficznego i ilustratora. Książka – wydana po raz pierwszy w USA w 1980 roku – ukazała się właśnie w Polsce.

Można w zasadzie powiedzieć, że ojcem całego przedsięwzięcia jest Frank Platt – genialny nowojorski wydawca. Zaprzyjaźniony z Kurtem Vonnegutem i Ivanem Chermayeffem podsunął im pomysł, by wspólnie stworzyli książkę.

Ivan Chermayeff – wybitny grafik, ilustrator i twórca kolaży, projektant słynnych logotypów, m.in. dla NBC, National Geographic, US Open – rozpoczął pracę pierwszy. Przekazał Kurtowi Vonnegutowi intrygujące ilustracje, bez tłumaczenia historii, którą przedstawiają.

Zainspirowany tą graficzną opowieścią Vonnegut dopisał do niej własną historię osnutą wokół najsłynniejszych narodzin w dziejach. Oto na świat przychodzi Istota, która go stworzyła. Wydarzenia znane z opowieści o Bożym Narodzeniu poznajemy z perspektywy noworodka, który dopiero uczy się widzieć świat. Patrząc, niejako stwarza rzeczywistość, która go otacza.

Książkę na język polski przetłumaczył Rafał Lisowski, który wcześniej przełożył „Listy” Vonneguta, a także pierwszą pełną biografię Vonneguta autorstwa Charlesa J. Shieldsa.

Dlaczego właściwie w opowieści nie pojawia się słowo „Bóg” ani „Stwórca”? Oto, jak wyjaśnia intencje Vonneguta tłumacz:

Cały trik Vonneguta polega tutaj na tym, że depersonalizuje Stwórcę. Co prawda pisze „Creator”, ale używa rodzaju nijakiego: „It”. Nie pojawia się imię Jezus, nie pojawia się Bóg – „On”. Po polsku oczywiście nie da się tego przenieść 1:1, bo rodzaje w angielskim i polskim działają zupełnie inaczej. Zacząłem więc od szukania w polszczyźnie jakiegoś rzeczownika rodzaju nijakiego, który pozwoliłby pisać o Stwórcy per „Ono”. Intencja Vonneguta jest jasna: o Stwórcy pisze bezosobowo „It”, a zatem traktuje go jako istotę pozbawioną cech płciowych, uniwersalną, inną niż Bóg rodzaju męskiego, na co dzień znany z chrześcijaństwa. No właśnie – istotę. Gdy mówimy „istota”, pomimo że to gramatycznie „ona”, raczej nie kojarzy nam się automatycznie z kobietą. Raczej po prostu – z ogólnością, z brakiem wskazania płci czy wręcz określenia cech osobowych. A właśnie o to chodziło Vonnegutowi. Oryginalne „It” wprowadza pierwiastek dziwności – czytelnik zwykle nie spotyka się z takim określeniem Boga Stwórcy. Ja ten pierwiastek dziwności wtłoczyłem w wyrażenie „ta Istota”. Jedno było pewne: nie mógł to być „ten Stwórca”, bo wtedy czytalibyśmy tekst jak
(z grubsza) zwyczajną opowieść biblijną, nawet nie podejrzewając, że oryginał kryje w sobie coś innego. <<

Wyobrażaliście sobie kiedykolwiek, że Istota, która stworzyła świat: spała, ssała ciepłe mleko, śniła (na zielono i na fioletowo), nie mogła ruszać rączką ani nóżką (tak mocno była opatulona), zrobiła zeza, zobaczyła słońce, po raz pierwszy miała rację (bo to naprawdę było słońce)?
Ta sugestywna opowieść dwóch znakomitych twórców , pozwoli wam spojrzeć na historię Bożego Narodzenia z zupełnie nowej perspektywy.