Tamtego lata
Świat polskich wydawców literatury dziecięcej, zwłaszcza tych, którzy mają na uwadze publikowanie książek mądrych, pięknych i rezonujących, już od jakiegoś czasu zwrócił uwagę na postać Sary Lundberg. Szwedzka pisarka i ilustratorka, dwukrotna laureatka Nagrody Augusta zachwyca konceptem literackim, a przede wszystkim malarską odsłoną niebywałych ilustracji. Artystka czasami kreuje książki autorskie, czasami podejmuje pracę w duecie, za każdym razem jednak są to publikacje wyjątkowe.
„Tamtego lata” (wyd. Zakamarki, 2026) to książka, której tekst napisała wielokrotnie nagradzana Sara Stridsberg, pochodząca ze Szwecji pisarka, dramaturżka oraz tłumaczka. W jej redakcji oraz w połączeniu z subtelnymi kompozycjami kreowanymi za pomocą akwareli tocząca się niespiesznie opowieść nabrała charakterystycznego nastroju.
Historia rozpoczyna się pewnego dnia, który być może nie byłby inny niż najzwyklejsze dni, gdyby nie fakt zniknięcia taty. Jakby go ktoś wyciął z rzeczywistości – myśli dziewczynka, narratorka. Po jakimś czasie przed nią (oraz czytelnikami) uchylony zostaje rąbek tajemnicy, ojciec przebywa w szpitalu. Jest to miejsce z drzwiami pozamykanymi na klucz, w którym pracują anioły czuwające nad życiem na ziemi.
Fabuła nie ujawnia wprost przyczyny tego stanu, delikatnie, z subtelnością i krok po kroku odkrywamy, jak trudno tacie żyć. Że bezpieczniej mu za murami tego osobliwego domu. Z dziwolągami, jak Sabina w szlafroku, nosząca błękitne korale, która planuje przepłynąć Ocean Spokojny. Że czasem może być i tak, że nie ma się siły na spotkania z najbliższymi.
Jak można nie chcieć żyć, skoro są psy, motyle i nieba?
Jest w tej historii spokój, dziwne zawieszenie, tak jakby za każdym razem, gdy Zoe przekracza progi szpitala zwalniał czas, a historia zaczynała toczyć się w tylko sobie znanym tempie.
Leżymy w słońcu i obserwujemy samoloty, które rysują cienkie kreski na niebie nad szpitalem. Czasami zasypiam na trawie.
Błękitne spojrzenie Zoe i Sabiny przywołuje na myśl spokój. Czy jest on dany raz na zawsze? Tego nikt nie wie. Siłą tej narracji jest szczerość. Dziecięcy odbiorca może współodczuwać i uczestniczyć w tej opowieści, nie dostaje gotowych odpowiedzi, nie dostaje też opowieści kipiącej od lukru. Bo życie bywa trudne i niekoniecznie przewidywalne.
Jestem w pełni przekonana, że takie książki są nam bardzo potrzebne. Czytane wspólnie, w towarzystwie osoby dorosłej, przy której dziecko czuje się bezpiecznie, gotowej, by odpowiedzieć na każde ważne pytanie, które może się pojawić podczas lektury.
Nie trzeba się tego bać.
Barbara Górecka / Dom Bajek







