Zanim zacząłeś pisać książki, przez dziesięć lat pracowałeś w szkole. Jakie doświadczenia z tamtego okresu wykorzystujesz dzisiaj, będąc pisarzem?
Rolą nauczyciela jest przewodzenie grupie, klasie. To coś, z czego korzystam pisząc. Cały czas upewniam się, czy wszyscy za mną nadążają, czy nikt nie został w tyle. Uwzględniam poziom językowy i intelektualny moich czytelników. Można to porównać do spaceru z dzieckiem, gdy prowadzimy je za rękę. Przecież nie zapominamy wówczas o tym, do kogo mówimy, prawda?
Jesteś bardzo zaangażowany w promocję czytelnictwa. Opowiesz nam coś o projekcie „Czytająca klasa”? Swoją drogą, dlaczego to takie ważne, żeby dzieci czytały książki?
Projekt „Czytająca klasa” powstał w oparciu o amerykańskie badania (Palinscar & Brown 1984), które wykazały, jak ważne jest rozmawianie o tym, co przeczytaliśmy. Rozmowa pogłębia nasze rozumienie tekstu. Nauczyciele biorący udział w projekcie zwracają uwagę uczniów na konkretne aspekty tekstu, a dzieci w nowy sposób zaczynają myśleć o tym, o przeczytały.
Nauczyciel przeprowadza czytelników przez tekst, proponując im pięć różnych strategii, a tym samym różnych perspektyw i ról:
1) KOWBOJ zbiera i podsumowuje to, co już wiadomo. O czym czytaliśmy wczoraj? Co się wydarzyło? Jak przebiegła akcja?
2) WRÓŻKA przewiduje i zgaduje, co będzie dalej.
3) REPORTER formułuje pytania do tekstu. Dlaczego chłopiec, bohater historii, jest smutny?
4) DETEKTYW sprawdza znaczenie trudnych słów.
5) ARTYSTA pomaga dzieciom wykreować wewnętrzne obrazy, wyobrazić sobie to, o czym przeczytały.
Odwiedziłem ponad tysiąc klas, rozmawiając o moich książkach i o czytaniu. Już po kilku minutach potrafię ocenić, czy trafiłem do czytającej klasy. W takiej klasie dzieci są zainteresowane, kreatywne i, jakby to powiedzieć, potrafią okazywać szacunek innym. Kiedyś pewien chłopiec zapytał, czy odważyłbym się wskoczyć do pralki i nacisnąć „start”. Od razu wiedziałem, że jestem w czytającej klasie.
A jak powstają książki o Biurze Detektywistycznym Lassego i Mai? Czy pracujesz według jakiegoś stałego schematu? Robisz notatki, rysunki? I czy nad twoim biurkiem wisi mapa Valleby?
Wypracowałem własną metodę. Najpierw wybieram miejsce, w którym dojdzie do przestępstwa. Potem wymyślam bohaterów i zastanawiam się, jakimi motywami mogą się kierować. Kolejny etap jest najtrudniejszy. Muszę zdecydować, jak doszło do przestępstwa i jaki był przebieg akcji. To wymaga sporej pomysłowości, bo nie chciałbym się powtarzać. Robię notatki, rysuję, i, ma się rozumieć, posiłkuję się mapą Valleby, by wiedzieć na przykład, w którą stronę powinni pobiec Lasse i Maja. A gdy wszystko już sobie przemyślę i podzielę materiał na rozdziały, siadam do komputera i dopiero wtedy zaczynam pisać.
Co najbardziej cenisz w dzieciach?
Ich otwartość i to, że nie kierują się uprzedzeniami. Pisząc, staram się być w łączności z „Martinem-dzieckiem”. Dla mnie chłopcy i dziewczynki są tacy sami. Przed okresem dojrzewania tak samo dobrze biegają i skaczą. Są jednakowo odważni i jednakowo strachliwi. Wszystkie różnice, o których się mówi, są konstruktami społecznymi. Dla mnie to oczywiste, że Lasse i Maja funkcjonują na równych zasadach. Kiedy piszę, robię sobie czasem taki test: zamieniam bohaterom role. Załóżmy, że Lasse wspina się na dach. A co by było, gdyby to Maja wspinała się na dach? Jeśli z jakiegoś powodu uznaję, że zamiana postaci nie jest możliwa, najpewniej uległem stereotypom.
Zdarza się, że czytelnicy dostarczają ci pomysłów na nowe książki? Albo krytykują to, co napisałeś?
Czytelnicy bez przerwy podsuwają mi tematy na nowe książki. Bardzo uważnie ich słucham. Zbieram i zapisuję te pomysły w moim notatniku, ale niczego dzieciom nie obiecuję. Choć rzeczywiście, punktem wyjścia wielu napisanych przeze mnie książek był ciekawy pomysł, który podrzucił mi któryś z czytelników.
W dzisiejsze debacie o czytelnictwie często powraca pytanie, czy wystarczy ŻE czytamy, czy jednak ważne jest też to CO czytamy? Jakie jest twoje zdanie?
Dobre, ale i trudne pytanie. To, co czytamy, wpływa na nas na wielu różnych płaszczyznach. Książki kształtują nas jako ludzi. Osobiście zależy mi na tym, żeby czytanie było dla dziecka pozytywnym przeżyciem. Trudne doświadczenia i tak prędzej czy później staną się udziałem dzieci. Zauważyłem, że sam też najczęściej wybieram taką literaturę – historie, które pozwolą mi przez jakiś czas pobyć w innym, lepszym, świecie.
Oczywiście, że warto czytać. To nie ulega wątpliwości. Dzieci, które czytają, zdobywają narzędzia potrzebne do tego, by w późniejszym życiu dokonywać dobrych wyborów.
Bardzo dużo piszesz. A masz czas czytać? I czy czytasz książki swoich kolegów i koleżanek piszących dla dzieci? Jeśli tak, to czy mógłbyś nam coś polecić?
Ależ tak, codziennie staram się znaleźć trochę czasu na czytanie. Moją ulubioną książkę napisała Barbro Lindgren. Nosi tytuł Loranga i Masarin. Wciąż mnie inspiruje. Opowiada o ojcu i synu, którzy mieszkają razem w starym, rozwalającym się domu. Autorka portretuje bardzo dobrego ojca. Jest dobry, ponieważ niczym się nie przejmuje. Czasami wpada do nich z wizytą złodziej Gustav i coś kradnie. Co tu gadać, to po prostu rewelacyjna książka.
Tak zwani pisarze dla dorosłych coraz częściej próbują swoich sił i piszą dla młodszych czytelników. Jakich rad udzieliłbyś komuś, kto ma już spory dorobek pisarski, ale właśnie zabiera się za swoją pierwszą książkę dla dzieci?
Powiedziałbym tak: zacznij od pisania językiem, który twoim zdaniem będzie zrozumiały dla dziecka, a potem skomplikuj akcję czy przekaz. Treść powinna być bardziej wymagająca niż język. Potencjał intelektualny dzieci jest wyższy od ich umiejętności językowych. Dzieci są o wiele mądrzejsze, niż by to mogło wynikać ze stopnia skomplikowania języka, jakim się posługują! (Powiedziałem to kiedyś głośno w jednej klasie, ale uczniowie prawie się na mnie obrazili…)
Poza tym trzeba pamiętać, że dzieci to bardzo surowi krytycy i wymagający czytelnicy. Jeśli jakaś książka im się nie podoba, rzadko chcą ją przeczytać do końca. Dla pisarza to wyraźny sygnał, że coś poszło nie tak. Nam, dorosłym, zdarza się czytać książki tylko dlatego, że dostały dobre recenzje albo że wypada je przeczytać. Dzieci czytają wyłącznie dla przyjemności i nie przebierają w słowach, gdy coś im się nie podoba.
Martin Widmark

Jeden z najpopularniejszych współczesnych szwedzkich autorów literatury dla dzieci. Jego książki
rozchwytywane są w bibliotekach, a Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai nie schodzi z list
bestsellerów tak w Szwecji, jak i w Polsce.
Urodził się w 1961 roku. Dorastał w Linköping, a od 1980 mieszka wraz z rodziną w Sztokholmie.
Przez 10 lat pracował w szkole podstawowej i średniej. Był także nauczycielem języka
szwedzkiego w szkole dla imigrantów. Stworzył projekt Czytająca Klasa (Läsande Klass), którego
celem jest polepszenie umiejętności czytania ze zrozumieniem wśród dzieci i dorosłych.
W Polsce ukazało się dotychczas 31 tomów serii Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai
przeznaczonej przede wszystkim dla dzieci zaczynających samodzielnie czytać. Dzięki prostemu
tekstowi, ale wciągającej treści, dzięki licznym ilustracjom Heleny Willis oraz przejrzystemu
układowi tekstu – książki te połykają nawet najbardziej oporni na czytanie. Pierwszy tom
„Tajemnica diamentów” trafił do rąk polskich czytelników w 2008 roku.
Dostępne są również przygody młodych detektywów w formie komiksowej (3 tomy), zeszyty
detektywistycznych łamigłówek (4 tytuły), zbiór 4 sztuk do wystawienia na scenie, wakacyjne
opowiadanie z zadaniami, pamiętnik do zbierania rysopisów i odcisków palców oraz 2 świąteczne
śledztwa przeplatane zagadkami, których rozwiązanie posuwa akcję do przodu.
Dla bardziej doświadczonych czytelników przeznaczona jest sześciotomowa seria Dawid i Larisa,
gdzie trzynastoletni bohaterowie rozwiązują zawikłane zagadki, w które przypadkiem się wplątują,
a każda z nich rozgrywa się w powiązaniu z jakąś dziedziną nauki.
Oba cykle w tłumaczeniu Barbary Gawryluk publikuje Wydawnictwo Zakamarki.
Ponadto za sprawą Wydawnictwa Mamania do polskich czytelników trafiły książki o upiornej
agentce Nelly Rapp, o wikingu Halvdanie, rodzinie Janssonów oraz książki obrazkowe
przygotowane we współpracy z polską ilustratorką Emilią Dziubak.



