Please select a page for the Contact Slideout in Theme Options > Header Options

Czary mamy. Recenzja

Czary mamy. Recenzja
12 lutego 2020 Redakcja DZIECI

Chcecie bajki, oto bajka…, dla dzieci w żałobie…

Był sobie raz mały Jaś. Nie mieszkał ani za siedmioma górami, ani za siedmioma lasami, tylko całkiem niedaleko. Miał mamę, tatę i szmacianego wilczka, uszytego z resztek materiałów. Było im zupełnie jak w bajce, ale któregoś dnia mama znikła. Zupełnie niezrozumiale, bo mamy przecież nie znikają, a mama Jasia tak. Potrącił ją samochód i po kilkunastu godzinach zmarła, zostawiając synka, męża, wilczka, rozrzucone buciki Jasia, bo kto miał je teraz zbierać, zimną kuchnię, bo kto miał w niej teraz gotować, straszny smutek i żal. Czary się skończyły…

Niewielka książeczka Magdy Małkowskiej Czary mamy, z ilustracjami gdańskiej artystki Magdy Benedy, to emocjonalny gigant nie dla wszystkich dzieci. Nie przygotowuje do śmierci bliskiej osoby (bo to niewykonalne), ale na dziecięce serce przylepia plaster, kiedy musi ono, chcąc nie chcąc, radzić sobie ze stratą mamy.

Fundacja Hospicyjna wydała serię bajek terapeutycznych dla dzieci w żałobie pod znamiennym tytułem „Bajka Plasterek”. Wszystkie przeznaczone są dla 4-9-latków, którym umarł ktoś bliski.W Czarach mamy – mama, w Za siódmą górą (tej samej autorki) – tata. W Zaczarowanym ogrodzie dziadka Aidy Amer – odchodzi dziadek, a w 45 naprawdę niezwykłych słoniach Marty Zaremby – ukochana babcia. To bynamniej nie żadna bajka, że co pół godziny ktoś poniżej 20. roku życia staje się w Polsce sierotą. Jeśli dodać dzieci, które muszą przeżyć traumę odejścia któregokolwiek z dziadków, ta liczba bardzo wzrasta.

W Fundacji o dzieciach w żałobie mówi się „zapomniani żałobnicy”, bo biegają na pogrzebie, śmieją się podczas stypy i bawią, kiedy dorośli płaczą. A im tak naprawdę skończył się świat i bez pomocy nas – dorosłych, ze stworzeniem nowego sobie nie poradzą. – Nie chodzi tu o jakiś wyjątkowy typ komunikacji – mówi Agnieszka Paczkowska z Hospicjum ks. Dutkiewicza SAC w Gdańsku – ale o zwykłe wspieranie na co dzień, tak jak w wypadku każdego cierpienia. Ludzi wzruszają dzieci biedne, z pustym brzuchem i zimnymi kaloryferami w domu, natomiast w ich żałobę chyba nie do końca wierzą.

Od ponad 5 lat z inicjatywy prowadzonego przez Fundację Funduszu Dzieci Osieroconych Tumbo Pomaga działa portal wsparcia psychopedagogicznego tumbopomaga.pl, adresowany do dzieci i młodzieży w żałobie oraz ich opiekunów i nauczycieli. Od poniedziałku do piątku, w godzinach 12.00-18.00, czynna jest także tumbolinia 800 111 123, czyli telefon zaufania dla osieroconych i osób towarzyszących im w przeżywaniu straty. Seria „BajkaPlasterek” to kolejny pomysł, by wesprzeć zarówno dzieci, jak i ich opiekunów, którzy ze smutkiem albo agresją, albo wycofaniem, albo byciem nadmiernie grzecznym małego żałobnika sobie nie radzą.

Tak jak tata Jasiaz Czarów mamy. Obaj mieli niepisaną umowę. „Rozmawiali o tym, co słychać na zewnątrz, a nie w ich sercach. O pracy, o przedszkolu, o planowanych wakacjach, o nowej grze, którą widział u Jacka, ani słowa o mamie”. Takich umów być nie może! Z dziećmi w żałobie trzeba rozmawiać, choć nie na siłę. Natomiast trzeba słyszeć każdy płynący z ich strony sygnał i na niego reagować. Czary mamy może być takich sygnałów zapalnikiem. Małemu słuchaczowi lub czytelnikowi stwarza szansę, poprzez odnalezienie podobieństw w sytuacji Jasia do własnej historii, zrozumieć i wyrazić swój smutek.
Mama Jasia była czarodziejką, bo umiała szyć jak nikt. Szmacianego wilczka też uszyła, z resztek materiałów, które, zanim umarła, współtworzyły ich szczęśliwy świat. Wilczkowy brzuszek z materiału na Jasiową piżamkę, grzbiet ze skrawków własnej garsonki, ogon z dawnej sukienki… Wkrótce po jej śmierci wilczek też zniknął. „Najpierw mama, potem wilk. To, co się kocha, potrafi zniknąć…” czytamy w książce. Ale zabawki, choć czasami zawieruszone, nie umierają. Cudownie odnaleziony wilczek wrócił z dowodami, że nasi bliscy zostają z nami na zawsze.

Czary mamy – ciepłe, wzruszające opowiadanie o miłości naprawdę silniejszej od śmierci. Z przepisem na szczęście odnalezione i… szarlotkę.

Fundacja Hospicyjna